Zakończenie dało się przewidzieć, rzewnie i wzruszająco było ale jako odskocznia od horrorów może być.
Kolejny filmowy dowód na to, że wiara czyni czuba. Nie przepadam za tym tematem w gatunku horror ale od czasu do czasu sprawdzam w jakie rejony psychozy brnie kościelna ciuchcia. Trzymają się ustalonej trasy...
Dobry. Chociaż coś mi w nim nie grało...tylko nie wiem co...
Jeśli przymknąć oko na zbytnią bogobojność Koontza i pewną rażącą z lekka naiwność tym spowodowaną, można czytać z przyjemnością, do lektury zachęcam. A film spoko.
Dobry. Poruszający. Muzyka wwierciła się jakoś w mózg...i siedzi.
Warto.